Far Cry-najpiękniejsza woda w grach komputerowych!

Sukces Far Cry’a można porównać z fenomenem „Zagubionych”. Gra i serial – wbrew pozorom – mają całkiem wiele wspólnego. Far Cry to też tylko gra FPS oparta na sprzecznościach. Rajska wyspa kryje przed bohaterem mroczne tajemnice, a poczynaniami Jacka Carvera kieruje… KTOŚ. Raj na ziemi jest w rzeczywistości piekłem zamieszkanym przez uzbrojonych po zęby strażników, a także potwory –najwyraźniej wytwór eksperymentu, który wymknął się spod kontroli. Far Cry powstał trochę przez przypadek, bardziej miał stanowić pokaz możliwości silnika, a stał się kolejnym kamieniem milowym w dziejach FPS’ów. Graficznie był takim samym skokiem jak chociażby w swoim czasie Unreal, może nawet większym. Tropikalna wyspa została cudownie odwzorowana. Piękne plaże zalewane przez wodę, w której chciałoby się zanurzyć, gęsta dżungla, w której łatwo wejść na przeciwnika, wodospady jak z pocztówki, olbrzymi przepaści itd. Do tej pory nie doczekaliśmy się drugiej gry z tak rozległymi i efektownymi otwartymi przestrzeniami.
Far Cry zauroczył mnie również fizyką – wiem, że niektórzy z uporem twierdzą, iż Half-Life 2 jest pod tym względem lepszy, ale ja mam swoje zdanie i uważam, że nie ma nic bardziej zabawnego niż spychanie beczek w przepaść w Far Cry’u. Grę pokochałem także za inteligencję przeciwników. Przyzwyczajonych do skryptów graczy Far Cry zaskoczył nad wyraz inteligentnymi strażnikami oraz bardzo agresywnymi potworami. Ludzie reagowali na każdy szelest, potrafili zagrać taktycznie (np. w kilku okrążyć lub oflankować Jacka), umiejętnie zastawić zasadzkę. Potwory natomiast bazowały na szybkim, zaskakującym i agresywnym ataku. Nigdy nie wiedziałeś, kiedy się pojawią. Jedyna wada to brak sensownego multiplayera. Niestety jako gra sieciowa całkowity niewypał.

Dodaj komentarz