Commandos: Behind Enemy Lines!!

![]()
Co mają ze sobą wspólnego Commandos i Close Combat? Że akcja osadzona jest w czasie II wojny światowej? Tak, ale to nie to. Że to RTSy, przy których koniecznie trzeba myśleć? O, ciepło, ciepło…I CC i Commandos to bardzo nietypowe RTSy (szczególnie, gdy pamięta się, że powstały w czasach, gdy 95 % takich gier toczyło się wedle schematu „załóż bazę, zbieraj surowce, produkuj, ile możesz i poślij swą hordę jednostek w stronę wrogiej bazy, zanim to wróg pośle swoją”. A tu proszę: zero produkcji, żadnych baz, zaledwie 6 „jednostek” (dosłownie jednostek, bo to sześciu konkretnych ludzi), w dodatku musisz zaliczyć wszystkie misje (20) nie tracąc żadnej z nich (w każdym razie jest to nader wskazane). Do tego każda z misji to nie falowy atak, a precyzyjne, niemal szachowe zaplanowanie posunięć, z wykorzystaniem specjalnych umiejętności owych jednostek (np. kierowcy, snajpera czy „przebierańca”, który uda niemieckiego żołnierza) i najrozmaitszego – także zdobycznego – sprzętu.
Ba, to nie koniec, bo gierka zawiera elementy „skradankowe” (unikanie przebywania w zasięgu wzroku strażników, wynoszenie zwłok, unikanie pozostawiania widocznych śladów). Do tego wzięła się dosłownie znikąd, bo kto wcześniej znał jakąś tam hiszpańską firemkę Pyro? W tamtych czasach Commandos był grą inną niż (niemal) wszystkie, a do tego perfekcyjnie zrealizowaną właściwie pod każdym względem. I do dziś się podoba!